Zarówno jako gracz i fan nowej serii przygód z Larą Croft, wiedziałem że
będzie, a nawet musi się świetnie sprzedawać. Jakie zatem było moje
rozczarowanie, gdy sięgając po jedno z czasopism doszły do mnie wieści
o finansowej porażce nowego TR? Oczywiście nie dałem się zwieść i utwierdzony w przekonaniu swojej racji zacząłem poszukiwania, które w
efekcie pozwoliły mi odetchnąć z ulgą.
Po pierwsze Tomb Raider w przeciągu zaledwie tygodnia od daty premiery sprzedawał się nie tylko najlepiej w historii całej serii, ale także pobił tegoroczną konkurencję. Świadczy to o całkowitym zwrocie o 180 stopni. Porażki poprzednich części zaowocowały. Musiało powstać coś przeciętnego, by w efekcie dać owoc pracy będący na językach wszystkich.
Jeśli
spotkaliście się gdzieś z informacją, w której Square Enix krytykuję
osiągi Tomb Raidera pod kontem finansowym nie bieżcie tego dosłownie.
Chodziło tu o dwa różne pola widzenia nakładające się na siebie. Z
jednej strony mieliśmy pewną granicę pragnień i chęci, czyli tego co
chcą osiągnąć, zaś z drugiej rzeczywistość. W tym przypadku mieliśmy
kontrast między oczekiwaniami, a tym co faktycznie miało miejsce. Być
może wielu obawiało się kolejnego Angel of Darkness, Legend, Anniversary
czy Underworld? Dziś wiemy, że obawy były bezpodstawne, a ci którzy do
tej pory nie nabyli gry prędzej czy później na pewno po nią sięgną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz